Dziś w cyklu Niedziela bez fartucha opisujemy naszą wizytę w Schronisku Smaków Magda Gessler w Bukowinie Tatrzańskiej, które odwiedziliśmy w "dawnych dobrych czasach", czyli przed pandemią. Restauracja od wczoraj ponownie jest otwarta dla klientów. Co warto tu zjeść?

"#OTWIERAMY! Nie możemy patrzeć, jak na naszych oczach umiera wszystko, co kochamy. Kolejne obostrzenia rujnują gospodarstwa zarówno mieszkańców Podhala, jak i całej Polski. Niedługo po prostu nie będzie czego ratować! Dołączamy do Veta i jako jedna z największych restauracji na Podhalu dajemy sygnał pozostałym do zrobienia tego samego!" - poinformował lokal w swoich mediach społecznościowych. 



My Schronisko Smaków odwiedziliśmy jeszcze w "dawnych dobrych czasach", kiedy jedyną przeszkodą w odwiedzaniu restauracji był brak wolnych stolików. Schronisko było na trasie naszej podróży po Podhalu. Do restauracji (ul. Tadeusza Kościuszki) trafiliśmy bez trudu. Miejsc parkingowych, jak na ilość gości, nie jest dużo, trzeba trochę pomanewrować. Budynek z zewnątrz okazały i ładny.
Uwaga, osoby, które parkują przy restauracji, a nie są jej gośćmi, mogą zapłacić 50 zł za przyjemność postoju.



Tuż po przekroczeniu progu miły kelner prowadzi nas do stolika. Na parterze Schroniska znajduje się duża sala z wyjściem na taras z okazałym widokiem na góry. W dobrą pogodę można skorzystać ze stolików na zewnątrz. Na piętrze znajduje się kolejna sala.



W karcie znajdziemy dania typowe dla kuchni podhalańskiej, czyli kwaśnicę, grillowany oscypek, ale przede wszystkim tradycyjne dania kuchni polskiej w nowoczesnym wydaniu, tj. p
olędwiczki wieprzowe nadziewane pikantną kiełbasą chorizo i parmezanem, na puree marchewkowym, z sosem pieprzowym, pierś z kurczaka owinięta boczkiem, nadziewana serem górskim, podana na puree z buraka, z sosem z bryndzy i suszonych pomidorów, śledź matias marynowany w cherry z sałatką ziemniaczaną i musem chrzanowym. Poza tym w menu znajdziemy m.in. tatar, steki, krewetki czy burgery. Mimo to, karta jest krótka - w ofercie kilkanaście dań.



Decydujemy się na: k
waśnicę z wędzonym żeberkiem, chrupiącymi skwarkami i grulami, burgera jagnięcego z oscypkiem, marynowaną cebulą, sosem BBQ i żurawiną oraz dla najmłodszego uczestnika uczty - filet z kurczaka w panierce panko z frytkami i surówką. Na deser: torcik bezowy z mascarpone, sosem z owoców i świeżymi owocami.



Na dania trzeba czekać dłuższą chwilę - ok. 40 minut. Czas oczekiwania można sobie umilić podziwianiem widoków Tatr ze wspomnianego wyżej tarasu. Z kolei mali klienci otrzymują kolorowanki i kredki. Warto rozejrzeć się też po samej restauracji. Zadbano tu o każdy detal: wnętrze jest drewniane, ciepłe, przytulne, dodatki rodem z Tatr, ale i Alp, których ilość nie przytłacza. Meble solidne, drewniane, na oparciach koce i poduszki, w przejściach kolorowe zasłony, na ścianach rondle.



Na miejscu można zakupić lokalne wyroby. Tuż za naszym stolikiem znajduje się otwarta kuchnia, co jest ciekawym rozwiązaniem. Można podejrzeć pracę kucharzy, która w Schronisku "pali się w rękach". Organizacja pracy bardzo dobra, obsługa nienachalna, uprzejma i dbająca o gości. Klientów jest sporo, a restauracja jest otwarta także na najlepszych przyjaciół człowieka, przy stoliku obok siedziała bowiem sympatyczna para z sympatyczną parą psów. 



Dania trafiają na nasz stolik jednocześnie, więc wszyscy możemy rozpocząć posiłek. Porcje są solidne i bardzo apetycznie podane. Kwaśnica aromatyczna i rozgrzewająca, niezbyt tłusta.



Niestety burger dostaliśmy przestudzony. Mięso jagnięce delikatne i bardzo dobre, dodatki tworzą doskonałą całość. Świetny sos, dobrej jakości pieczywo. Dziecięce danie równie smaczne, na plus zwłaszcza frytki - chrupiące z zewnątrz, miękkie w środku oraz pyszna surówka.



Najbardziej smakował nam za to torcik bezowy - lepszego nie pamiętamy! Świetnie upieczona beza, świeże owoce, pyszny sos i mięta - prawdziwa. uczta dla podniebienia. 



Dania podane na talerzu z kamienia - tu akurat nasze zdania są podzielone. Ceny nie należą do najniższych, ale jedzenie jest tego warte. 
To miejsce na odpoczynek i posilenie się na trasie, jak i długie rodzinne biesiadowanie. Klimat, wnętrze i smaczne jedzenie sprawiają, że restaurację opuszczamy z ociąganiem. Zastrzeżenie można mieć do małej toalety, po której poruszanie się jest nieco utrudnione. 



PS Na zewnątrz odkryliśmy "uzupełnienie" restauracji - budkę z lodami i spiżarnię Schroniska Smaków. Lodów spróbowaliśmy, mimo że lało i wiało. Polecamy!

Lokal otrzymuje od Redakcji znak jakości SREBRNY TYGLIK.

WARTO ODWIEDZIĆ!