"Szynk u fojermana" w rybnickiej dzielnicy Golejów odwiedzaliśmy przy różnych okazjach na długo przed zrewolucjonizowaniem go przez Magdę Gessler, gdy był jeszcze "Dziką Różą". Jedzenie w tym miejscu zawsze było tradycyjne, smaczne i domowe. Dlaczego restauracja potrzebowała więc pomocy znanej "kreatorki smaku"? Przede wszystkim, dlatego że restauracja mieści się w budynku Ochotniczej Straży Pożarnej i poza "miejscowymi" - mało kto o niej wiedział, a także z powodu tego, że obsługa klienta nie zawsze trzymała ten sam poziom, co podawane potrawy. Jak jest tam teraz i czy warto odwiedzić "Szynk"?

W restauracji mieliśmy okazję gościć kilka miesięcy po "rewolucjach", które zgotowała golejowskiemu lokalowi Magda Gessler, później zamawialiśmy tam również catering. Magda Gessler już pierwszego dnia swojej wizyty chwaliła potrawy, których kosztowała. Niewiele zmieniała więc jeśli chodzi o samą kuchnię. Słusznie, ponieważ jedzenie w "Szynku u fojermana" było i jest bardzo smaczne, a jego "domowość" to nie wada, a zdecydowana zaleta. Dzięki temu restauracja nadal cieszy się popularnością wśród lokalnej społeczności, zaś przyjezdni mają okazję spróbować w niej dań charakterystycznych dla Śląska, m.in. karminadli, rolady, żuru, galertu i torty, ale z lekkim "twistem".

Niestety, obsługa dalej pozostawia wiele do życzenia, bo, choć my zostaliśmy "dopieszczeni" - było sprawnie, miło i sympatycznie - to byliśmy świadkami jak goście, którzy do restauracji przyjechali, należy dodać, że naprawdę z daleka, na godzinę przed zamknięciem lokalu, nie zostali już w ogóle obsłużeni - odprawiono ich z kwitkiem. Nie mogli też zarezerwować stolika na inny termin, ponieważ lokal nie prowadzi rezerwacji. Mimo tej sytuacji, trzeba jednak oddać sprawiedliwość restauracji, bo obsługa klienta generalnie się poprawiła i można powiedzieć, że "idzie ku lepszemu". 



"Szynk u fojermana" znajduje się przy głównej, ruchliwej drodze. Ogromną zaletą jest pojemny parking. Restauracja znajduje się na piętrze, nie jest przystosowana do osób niepełnosprawnych. Wnętrze jest przestronne. Wystrój "Szynku u fojermana" zmienił się po rewolucjach zdecydowanie na plus. Wcześniej było tam bardziej jak w składziku, a meble odznaczały się tym, że należały raczej "do różnych parafii". Teraz zrobiło się przytulnie, ciepło, a wystrój zyskał na "klimatyczności", choć stolików dla gości, jak na tak dużą salę, jest niezbyt dużo i ogólnie nadal jest trochę "peerelowsko". Dzieci mogą zająć się sobą w zaimprowizowanym kąciku tylko dla nich, choć wymaga on odświeżenia. Lokal niestety nie należy do najczystszych. Stoliki są jeszcze co prawda na bieżąco sprzątane, podłoga już niekoniecznie. Toaleta znajduje się na parterze, jest przestarzała, ale czysta.
Na ścianach nie ma już zdjęć strażaków, zniknęły stamtąd niedługo po "Kuchennych Rewolucjach". Na szczęście konflikt nie jest wyczuwalny na talerzu, nie wpływa też na ogólną atmosferę tego miejsca. Na talerzu czuć zaś Śląsk ze wszystkim, co w jego kuchni najlepsze.



"Kuchenne Rewolucje" wpływ miały też z pewnością na ceny. Teraz jest drożej niż kiedyś, choć nie przesadnie drogo. Na szczęście, gdyby zabrakło wam gotówki, w lokalu spokojnie zapłacicie kartą.



Opisane niedogodności z pewnością zrekompensuje wam jedzenie, choć sposób jego podania nie jest szczególnie "wyszukany", to jest estetycznie i "na bogato'. Daniem odkrywczym jest żur z jajkiem... sadzonym. Zmiana niby niewielka w stosunku do tradycyjnego żuru, ale powoduje, że żurek jest wprost "obłędny". Rozlewające się żółtko sprawia, że ma on delikatną, kremową, aksamitną konsystencję. Świeżo siekany szczypiorek nie jest tylko banalnym dodatkiem do żurku - dopełnia go i czyni daniem "kompletnym", jakkolwiek patetycznie to brzmi.



Polecany przez Magdę Gessler kassler, czyli dwa kawałki peklowanej wieprzowiny na ciepło z dodatkiem aromatycznego sosu grzybowego i kluskami, był niezwykle kruchy, miękki i soczysty.

 

Na deser zjedliśmy tort malinowy mocno zakrapiany. Tutaj należy zauważyć, że tort był nawet bardziej zakrapiany niż malinowy. Nie polecamy kierowcom, ponieważ po zjedzeniu tortu dla bezpieczeństwa należy przynajmniej mieć ze sobą alkomat i przed wyruszeniem z restauracji w dalszą drogę sprawdzić, czy stężenie alkoholu we krwi nie jest nadmierne. :) Tort robi jednak furorę wśród gości, ponieważ biszkopt jest nie tylko nakrapiany, ale i puszysty, lekki, zaś krem i sos malinowy są przyjemne, gładkie i subtelne. 




Komu kulinarnej uczty będzie mało, może na miejscu zakupić swojskie wyroby, m.in. wędliny czy przetwory.
Podsumowując. "Szynk u fojermana" warto odwiedzić, chociażby, żeby samemu przekonać się o wyjątkowości tutejszego żuru. Jest to miłe miejsce na niedzielny, rodzinny obiad, niezobowiązujące, ze śląską atmosferą i tradycyjną, prostą, smaczną i domową kuchnią.