Górnicy, wśród których byli rybniczanie, protestowali dziś w stolicy. Jak zaznaczają związkowcy, to reakcja na brak dialogu społecznego, łamanie praw pracowniczych i związkowych, zagrożenie utraty miejsc pracy oraz zagrożenie utraty bezpieczeństwa i suwerenności energetycznej.

Protest rozpoczął się w południe. Manifestujący przeszli pod gmach Ministerstwa Aktywów Państwowych. W petycji, którą związkowcy złożyli w przedstawicielstwie, zaapelowano o natychmiastową reakcję ze strony Komisji Europejskiej na postanowienie TSUE w sprawie Turowa i podjęcie działań zmierzających do wstrzymania tej decyzji.
"Orzeczenie natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla w kopalni Turów budzi ogromny niepokój społeczny. Godzi ono w bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju oraz nie uwzględnia negatywnych skutków społecznych. Zamknięcie kopalni w sposób opisany w postanowieniu spowoduje nieodwracalną tragedię dla dziesiątek tysięcy polskich rodzin oraz zaburzy bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju" - odczytał fragment petycji Jarosław Grzesik, szef Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ "Solidarności". "Jesteśmy przed warszawskim przedstawicielstwem KE. To tam w trybunale niesprawiedliwości UE zapadła decyzja o tym, że mamy zaprzestać wydobycia polskiego węgla w kopalni Turów. Nie zgadzamy się na to" - mówił Grzesik.
Protestujący przed gmachem Przedstawicielstwa KE trzymali transparenty z napisami "Łapy precz od Turowa", "Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela suwerenność nam odbiera". "Dokończenie Nord Stream 2, przyblokowanie Baltic Pipe, zamknięcie kopalni w Turowie... Za chwilę każą zamykać kopalnie JSW, bo im też będą przeszkadzać przy granicy. To jest sytuacja niedopuszczalna. Dlatego to jest ostrzeżenie dla KE: precz z waszymi łapami od polskiej gospodarki, od polskich pracowników. Żyjemy w państwie narodowym, a nie jesteśmy kolonią państwa niemieckiego" - mówił przewodniczący "S" Piotr Duda.

Jarosław Grzesik dodał, że robotnikom w grupach energetycznych dzieje się krzywda. "Dzieje się krzywda pracownikom. Ewidentnie łamane są w grupach energetycznych prawa pracownicze i prawa związków zawodowych. Nie zgadzamy się na to. Nasza branża przygotowywana jest do dzikiej transformacji. Zamiast sprawiedliwej, na razie jest dzika" - mówił. Jak dodała Barbara Popielarz z OPZZ, środowy protest to "ostrzeżenie" i "żółta kartka" dla rządu. "Związki zawodowe węgla kamiennego pokazały, że jeśli rząd chce, potrafi prowadzić dialog. Dlatego tutaj wszyscy energetycy, górnicy węgla brunatnego oczekują też umowy społecznej, gwarancji społecznych, porozumienia tak, jak dla węgla kamiennego. Niech rząd siądzie do stołu i zacznie negocjacje. Jeśli nie - setki tysięcy będą na ulicy" - powiedziała.

(PAP)

Autorki: Agnieszka Ziemska, Daria Kania