Pracownicy WSS nr 3 w Rybniku opublikowali list otwarty, w którym wyrażają sprzeciw wobec działań lekarzy, którzy mają destabilizować pracę szpitala. Są zmęczeni konfliktem grupy medyków z pracodawcą i apelują o opamiętanie: "Mamy nadzieję że nadal obowiązuje u nas zasada salus aegroti suprema lex (dobro chorego prawem najwyższym). Pamiętajcie, że w szpitalu są chorzy, bezbronni i często przestraszeni ludzie - a nie wyceniona procedura medyczna. Pacjenci doświadczeni epidemią, często z zadawnionymi schorzeniami, proszą Was i nas o pomoc, a niesienie tej pomocy jest waszym i naszym podstawowym obowiązkiem".

W liście pracownicy zwracają się do lekarzy, którzy ich zdaniem "w sposób świadomy i z premedytacją" jeszcze pogorszyli i tak trudną sytuację w szpitalu. Zwracają uwagę, że w okresie walki z pandemią, w sytuacji zadłużenia szpitala, konieczność mierzenia się z "buntem niezadowolonych lekarzy" jest kolejnym utrudnieniem w codziennej pracy.

- Chcemy zaapelować do grupy lekarzy o spokój normalną pracę i nie eskalowanie konfliktu. Pamiętajmy, że szpital to zespół naczyń połączonych; praca jednych wpływa na pracę drugich, a najważniejszy w naszej pracy jest pacjent - podkreślono.

Zdaniem autorów apelu, grupa lekarzy mogła liczyć na przywileje, które nie były udziałem żadnej innej grupy medyków czy pracowników rybnickiego szpitala - otrzymywali wynagrodzenie po tzw. zejściu z dyżuru, "czyli za kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt nieprzepracowanych godzin w miesiącu wypłacane było im wynagrodzenie".

- Można zrozumieć rozgoryczenie w sytuacji, gdy za ciężką pracę pracodawca zamiast godziwie wynagradzać obniża pensję, ale w tej sytuacji lekarzom odbiera się nienależny z punktu widzenia przepisów prawa i orzecznictwa sądowego przywilej!  Tego jako przedstawiciele zawodów medycznych, którzy nigdy nie mieli takich ekstra bonusów i to szczególnie w sytuacji zadłużenia szpitala zrozumieć nie możemy - czytamy w liście.

Pracownicy twierdzą, że takie działania grupy lekarzy destabilizują pracę szpitala:
Nie zgadzamy się na działanie na granicy prawa, na zachowania, które mogą zagrażać pacjentoml jeżeli nie chcecie pracować w tym szpitalu, rozumiemy to! Nie wymagajcie jednak on nas bezwarunkowego poparcia Waszych interesów, dajcie spokojnie pracować! - apelują. - Może nasz przekaz w formie tego listu doprowadzi do opamiętania w tej zapętlonej sytuacji. Mamy nadzieję że nadal obowiązuje u nas zasada salus aegroti suprema lex (dobro chorego prawem najwyższym). Pamiętajcie, że w szpitalu są chorzy, bezbronni i często przestraszeni ludzie - a nie wyceniona procedura medyczna. Pacjenci doświadczeni epidemią, często z zadawnionymi schorzeniami, proszą Was i nas o pomoc, a niesienie tej pomocy jest waszym i naszym podstawowym obowiązkiem. Powinna być ona udzielana zgodnie z najlepszą wiedzą, umiejętnościami i doświadczeniem; w atmosferze spokoju i profesjonalizmu! I to bez względu na to, czy się toczy walka o pieniądze czy też nie i czy za kilka tygodni ktoś zrezygnuje z pracy w szpitalu! Apelujemy o rozwagę i spokój bez względu na podjęte przez was decyzję.

Zdaniem autorów listu, narastanie kofliktu lekarzy z pracowdawcą spowoduje zawieszenie działalności części oddziałów szpitalnych, a tym samym będzie oznaczało utratę pracy sporej części personelu, mieszkańcy zostaną zaś pozbawieni zabezpieczenia medycznego. W tej chwili najważniejsze jest utrzymanie miejsc pracy i odbudowanie potencjału szpitala. Czas na negocjacje płacowe przyjdzie później, teraz należy działać zgodnie z zasadą "Wszystkie ręce na pokład!"  - stwierdzają.