Nie było lekarza, który by stwierdził zgon. Spędzili z ciałem zmarłej osoby kilkanaście godzin, w upale - opisuje swoje doświadczenia czytelnik. Czy takie sytuacje są częste i czy są one spowodowane stanem epidemii - wyjaśnia Rzecznik Praw Pacjenta.

Gdy zgon nastąpił poza szpitalem, do jego stwierdzenia wzywani są przede wszystkim lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Śmierć i jej przyczyna jest ustalana przez lekarza prowadzącego w chorobie lub, w razie jego braku, przez inną osobę powołaną do tej czynności przez właściwego starostę. W praktyce w dni robocze do g. 18 zgon stwierdza lekarz rodzinny, w pozostałych godzinach oraz w weekendy może to zrobić lekarz nocnej i świątecznej opieki medycznej.
Czytelnik podzielił się z nami przykrym doświadczeniem, kiedy osoby, która mogła stwierdzić zgon, nie było. Oczekiwanie na lekarza trwało kilkanaście godzin, później dopiero mógł zostać powiadomiony zakład pogrzebowy, przez co z ciałem bliskiego zmarłego rodzina - w upale - spędziła dwa dni. W przychodni, w której leczył się zmarły wyjaśniono, że lekarz miał tego dnia wielu pacjentów.

Czy takie zdarzenia są częste? O komentarz poprosiliśmy Rzecznika Praw Pacjenta:
- Pacjenci bardzo sporadycznie zgłaszają sytuację, w której lekarz przyjeżdża do zmarłego pacjenta dopiero po kilkunastu godzinach od zgonu. Od stycznia do chwili obecnej do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło za pośrednictwem Telefonicznej Informacji Pacjenta. 16 takich sygnałów - mówi Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta. Wyjaśnia, że kwestia przyjazdu do zmarłego i wystawienie przez lekarza aktu zgonu są uzależnione od kilku czynników. Jeśli zmarły nie był pacjentem lekarza POZ i ten nie ma dostępu do dokumentacji medycznej, może nie mieć również możliwości sporządzenia aktu zgonu. Dotyczy to najczęściej osób, które zmarły poza terenem swojego miejsca zamieszkania wówczas rodzina powinna zgłosić się do organu samorządu terytorialnego, który zawiadomi koronera o konieczności przybycia do zmarłego. Procedura wydłuża czas przyjazdu, ale czynności te są konieczne do sporządzenia dokumentów niezbędnych dla Urzędu Stanu Cywilnego oraz pochówku zmarłego. - Na wydłużony przyjazd do zmarłej osoby ma również wpływ działanie lekarzy pogotowia lub nocnej pomocy lekarskiej, którzy po przybyciu do zmarłego wystawiają jedynie kartę informacyjną dla właściwego lekarza podstawowej opieki zdrowotnej lub koronera. Nie mają oni obowiązku sporządzania aktu zgonu. Jeszcze inną przyczyną są niejasne okoliczności zgonu i konieczność oczekiwania na decyzję prokuratora - wyjaśnia Bartłomiej Chmielowiec.

Czy aktualna sytuacja epidemiczna ma wpływ na opóźnienie procedury stwierdzenia zgonu? Zdaniem Rzecznika stan epidemii, spowodowany 
wirusem COVID-19 nie ma istotnego wpływu na wzrost takich sytuacji.
- Biorąc pod uwagę sygnały jakie wpływają do Biura, argumentem ze strony placówek medycznych odnośnie późnego przyjazdu do zmarłego jest przeważnie zwiększona liczba chorych, którzy zgłaszają się do placówki po pomoc medyczną. Niemniej problemy te mogą również wynikać z nieodpowiedniej organizacji pracy placówki medycznej, niewystarczającej ilości lekarzy czy też zwykłego czynnika ludzkiego, który zawiódł po stronie lekarza lub rodziny zmarłego - dodaje Rzecznik Praw Pacjenta.