Młodzi ludzie są często określani dziś mianem cyfrowych tubylców, wielbicieli gier komputerowych, miłośników filmów i seriali. Zdziwienie budzi licealista odwiedzający teatr, operę czy filharmonię. Czy te wymienione przeze mnie przybytki kultury wysokiej rzeczywiście zasługują na odrzucenie? Czy naprawdę należy odesłać do lamusa klasykę literacką czy operową?

Człowiek to istota wyrastająca z natury, systematycznie zaklasyfikowana do królestwa zwierząt, typu strunowców, gromady ssaków... Czy takie zdefiniowanie człowieka oddaje jednak w pełni jego istotę? Bynajmniej. Nieważne bowiem, czy ktoś młodszy, czy starszy - człowiek stanowi najdoskonalszą realizację opozycji natura - kultura. Pragnie bowiem przezwyciężać ograniczenia swojej egzystencji, stać się czymś więcej niż istotą biologiczną. Właśnie dlatego tworzy kulturę, ową quasi-rzeczywistość, która wyróżnia go ze świata natury. Kreując nowy świat, definiuje siebie, pojęcia i wartości, a jednocześnie tworzy sztukę wysoką, czasem też niską (popularną, masową).

Taki podział sztuki istniał niemal od początku ludzkiej działalności kulturowej. Sztuka wysoka, wysublimowana, tworzona była zawsze przez elitę intelektualną. Jej zadaniem było utrwalanie takich wartości jak dobro, piękno i prawda. Sztuka popularna (np. jarmarczna, sowizdrzalska) również istniała w zasadzie w każdej epoce, będąc mniej wymagającą – zarówno dla twórcy, jak i odbiorcy - formą twórczości. W dzisiejszych czasach, gdy wysoce rozwinięta jest technologia, zaś dostęp do zbiorów książkowych czy też ogólniej kulturowych, jest ułatwiony, człowiek, w szczególności natomiast człowiek młody, staje przed wyborem: sztuka wysoka czy sztuka popularna.

Czym jednak jest młodość i co jest dla niej charakterystyczne? Otóż młodość to nic innego jak okres życia oddzielający dzieciństwo od dorosłości. Bardzo często bywa on kojarzony z lekkomyślnością, popełnianiem błędów – oczywiście, niebezpodstawnie. Młodość to jednak przede wszystkim czas nauki, poznawania świata i siebie, to czas kształtowania charakterów i systemów aksjologicznych. Jakże ważne okazuje się więc nie tylko wychowanie, ale także kultura, z którą kontakt ma młody człowiek! To ona bowiem stanowi zapis ludzkich pragnień, doświadczeń i wyznawanych przez twórców wartości. Zadziwiające bywa czasem, że utwory poruszające właśnie tak kluczowe kwestie, a pisane kilkaset lat temu, nadal pozostają aktualne. Właśnie taki, współczesny sens, udało się wyciągnąć aktorom Teatru Śląskiego z Mickiewiczowskich Dziadów. Mimo że spektakl w reżyserii Krzysztofa Babickiego posługuje się w całości językiem romantycznego dramatu, wciąż potrafi poruszyć i skłonić młodego człowieka do refleksji. Czym jest istota człowieczeństwa? Jakimi wartościami kierują się młodzi ludzie? Co te wartości dla nich oznaczają? To jedynie kilka pytań, na które odpowiedź wybrzmiewa na scenie. A wybrzmiewa w sposób niezwykle konkretny! Wspaniała gra aktorska niemal przenosi widza w tajemniczy świat, w którym rzeczywistość materialną od nadprzyrodzonej oddziela jedynie cienka granica. Człowieczeństwo, miłosierdzie, cierpienie, miłość – oto nieodłączne elementy życia, których doświadcza każdy człowiek. Nawet jeśli wygłaszane pouczenia, ukazywane wartości, są zbyt bliskie ideału, stawiają zbyt wysokie wymagania zarówno światu, jak i człowiekowi, a Dziady same okazują się być jedną z przeklinanych przez Gustawa książek zbójeckich, niewątpliwie pozwalają odnaleźć ludziom młodym odpowiedzi na kilka kluczowych pytań, np. o swoje miejsce w świecie. I co najważniejsze, Dziady w reżyserii Babickiego niemal rozkazują się zatrzymać i na powrót odnaleźć młodym ludziom samych siebie, zagubionych w świecie wirtualnych polubień, komentarzy, wiadomości.

Sztuka wysoka to jednak nie tylko poruszanie ważnych pytań, ale także świat przedstawiony, który jest niezwykle udanie wzorowany na rzeczywistości. Wielkie dzieła poetyckie jakże często powstawały bowiem na podstawie obserwacji otoczenia, trafnych wniosków, wrażliwości na krzywdę społeczną. Stanisław Moniuszko w swojej operze Halka nie pozostał obojętny właśnie wobec niesprawiedliwości społecznej – tematu, wydaje się, nieaktualnego. Jednak z wywiadu Tadeusza Kijonki z Markiem Weiss-Grzesińskim, reżyserem Halki w Operze Śląskiej, wynika, że jest to również temat współczesny, nawet mimo wieloletniej walki o równość. Nienawiść biednych do bogatych jest ponadczasowa, tak samo jak pogarda bogatych wobec biedaków – stwierdza Weiss-Grzesiński. Nierówność nie jest czymś łatwo rzucającym się w oczy w dzisiejszej Polsce, co nie oznacza jednak, że jest to problem nieistniejący. Sztuka wysoka może stanowić więc pretekst do analizy opisywanych w niej ponadczasowych zjawisk – ich obecności w dzisiejszym świecie, a także wpływu na ten świat. Współczesność ma bowiem to do siebie, że wyrasta na niezwykle rozległych fundamentach – na przeszłości, którą młodzi ludzie, chcąc byś świadomymi obywatelami, muszą chociaż w najmniejszym stopniu zrozumieć.

Świat, człowiek – oto niezwykle złożona problematyka sztuki wysokiej. Nic więc dziwnego, że taka twórczość może młodego człowieka przytłaczać. Także trudny, patetyczny język często stanowi dla młodzieży przeszkodę nie do pokonania. Jak bowiem ma ona czerpać wiedzę o świecie, o sobie, gdy nie rozumie danego dzieła? Sztuka wysoka różni się od popularnej także tym, że by właściwie ją zinterpretować, trzeba się uprzednio przygotować: czy to przeczytać libretto przed wyjazdem do opery, czy zapoznać się z obowiązującą w danym tekście kultury konwencją, czy też z założeniami epoki.

Człowiek, jako istota nierozłącznie związana z kulturą, a nawet kulturę tworząca, nie jest w stanie żyć poza nią. Odgrywa ona w jego życiu wielką rolę, umożliwiając wyrażanie siebie. Młodzi ludzie niezwykle często wybierają kulturę popularną, ulegającą komercjalizacji, której wytworów czasami nie można nazwać inaczej niż kiczem (oczywiście – pomijam tutaj sztukę postmodernistyczną celowo tworzoną jako kicz). Rzadko decydują się na kontakt z kulturą wysoką, mimo że mogłaby ona niezwykle pozytywnie wpłynąć na ich życie, na świat wartości.

Nie taka sztuka wysoka straszna, jak ją malują, zwłaszcza ci, którzy nie mieli okazji lub szansy się z nią zapoznać.

Autor tekstu: Patrycja Paszenda