Z dr hab. Katarzyną Czernek-Marszałek, profesorem UE Katowice, kierownikiem Katedry Teorii Zarządzania oraz kuratorem Kierunku Gospodarka Turystyczna Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach o trudnej sytuacji w branży turystycznej spowodowanej pandemią koronawirusa rozmawiał red. Tomasz Czarnecki.

Tomasz Czarnecki: Jak sobie radzi branża turystyczna i hotelarska w tych trudnych czasach?

Katarzyna Czernek-Marszałek: Jest bardzo trudno. By zrozumieć powagę sytuacji należałoby w pierwszej kolejności wskazać na znaczenie turystyki dla gospodarki. Generuje ona średnio ok. 10% światowego PKB, w roku 2019 było to 10,3%. W skali świata sektor turystyczny dostarczał 330 mln miejsc pracy, czyli przeciętnie jedno na dziesięć miejsc pracy było generowane przez turystykę. Te liczby zestawieniu z obecną sytuacją pokazują skalę problemu, z którym przyszło się tej branży zmierzyć. Dodatkowo, trzeba mieć na uwadze fakt, iż turystyka, by mogła się rozwijać, wymaga produkcji dóbr i świadczenia usług bardzo wielu, powiązanych z nią sektorów, choćby takich jak transport, handel, gastronomia, itp. I teraz, jeśli, zgodnie z informacjami publikowanymi przez Światową Radę Podróży i Turystyki (WTTC – World Travel & Tourism Council) mamy sytuację, gdy już w tej chwili, tj. jeszcze przed prognozowaną tzw. „trzecią falą”, sektor ten ucierpiał 5 razy bardziej niż w efekcie kryzysu gospodarczego w roku 2008, jeszcze lepiej możemy sobie wyobrazić skalę problemu. WTTC podaje przykładowo, że liczba miejsc pracy w tym sektorze w roku 2020 z powodu COVID-19 spadła o ok. 143 miliony, czyli ok. 43%. Tę bardzo trudną sytuację potęguje dodatkowo niepewność związana z rozwojem wirusa i choćby prognozowaną, wspomnianą już, tzw. „trzecią falą”. Polski rząd, podobnie zresztą jak rządy innych krajów, obawia się nałożenia się efektu „trzeciej fali” COVID-19, z obecnym poziomem zakażeń oraz szczytem zachorowań na grypę, który przypada na luty i marzec. Wówczas system opieki zdrowotnej może stać się zupełnie niewydolny, choć, jak wiemy, już teraz wydolny nie jest. Branża turystyczna długo liczyła na złagodzenie obostrzeń, w tym możliwość przyjęcia turystów w okresie ferii, to dałoby zastrzyk finansowy i możliwość zarobku. Jednak patrząc na to, co dzieje się na świecie (choćby lockdown u naszych sąsiadów Niemców, ale także w Holandii), nie spodziewałabym się złagodzenia obostrzeń. Zatem restrykcje, które obowiązują do 27 grudnia, w tym np. zakaz stacjonarnej działalności obiektów gastronomicznych i ograniczenie działalności obiektów noclegowych jedynie do przyjmowania gości w ramach podróży służbowych czy sportowców w ramach zgrupowań i zawodów, zostaną raczej utrzymane. Niewykluczone także, że zostaną zaostrzone. Tak to wygląda w dniu dzisiejszym, gdy rozmawiamy. Jednak sytuacja zmienia się na tyle szybko, bardzo możliwe, że w momencie publikacji naszej rozmowy będzie już nieco inna. Co utrzymanie obostrzeń lub ich zaostrzenie oznacza dla branży turystycznej? Niestety jedynie to, że sytuacja, która już teraz jest naprawdę bardzo zła, będzie się jeszcze pogarszać, co z pewnością przełoży się na bankructwa i zamykanie przedsiębiorstw. Nie uchroni się przed takim scenariuszem sektor turystyki w Polsce, czy w województwie śląskim, w którym przecież ogromna część przedsiębiorstw prowadzi działalność bezpośrednio lub pośrednio związaną z turystyką. Dla przykładu, że jeśli nie ma turystów w hotelu, nie zarabiają też kontrahenci hotelowi, czyli firmy świadczące usługi pralnicze, parkingowe, rozrywki, ochrony, itp. Tu nie ma wielkiej filozofii, działają liczne powiązania rynkowe.

T.Cz.: Jakie warunki trzeba spełniać, by starać się o rekompensaty za poniesione straty z covidowych obostrzeń? Co trzeba zrobić, aby takie pieniądze dostać?

K.Cz-M.: Przedsiębiorcy mogą starać się o pomoc w ramach ostatniej tarczy antykryzysowej 6.0, uchwalonej w grudniu. Tarcza przeznaczona jest łącznie dla około 40 grup zawodowych, w tym gastronomii, obiektów targowych, sportowych, handlowych, kultury i rozrywki czy sportu (w tym fitness), a także edukacji, cateringu i usług pralniczych. Warunkiem podstawowym jest prowadzenie działalności realizowanej w ramach określonego kodu PKD tj. Polskiej Klasyfikacji Działalności. Każdy przedsiębiorca z branży turystycznej, który chciałby starać się o taką pomoc musi w pierwszej kolejności upewnić się, czy realizuje działalność objętą kodem PKD, uprawnionym do uzyskania pomocy. W efekcie poprawek wniesionych do tarczy 6.0 pomoc za listopad otrzymają pewne grupy zawodów związanych z turystyką, tj. piloci, przewodnicy, przewoźnicy autokarowi i agenci Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych, którzy wcześniej tą pomocą nie zostali objęci. To na pewno dobra wiadomość. Zła jest taka, że inne zawody, mimo że były takie plany i dyskutowano o takich możliwościach (także robiła to sama branża turystyczna na spotkaniach z przedstawicielami rządu) nie zostały włączone do tej pomocy. Podmioty uprawione mają prawo ubiegać się o zwolnienie ze składek ZUS za listopad, dodatkowe jednorazowe tzw. postojowe i dopłatę do wynagrodzeń w wys. 2000 zł przez 3 miesiące. Możliwe jest uzyskanie dotacji dla mikro i małych przedsiębiorstw w wysokości 5000 zł za miesiąc listopad. Zawieszona ma zostać także opłata targowa w 2021 r., a rekompensatę od rządu z tego tytułu otrzymają gminy. Trzeba jednak wykazać, oprócz prowadzenia działalności na dzień 30 września 2020 r., objętej ujętym w ustawie określonym PKD, że przychody takiego podmiotu uległy minimum 40% obniżce licząc rok do roku, czyli w stosunku do listopada 2019 r. Taki podmiot musiał także do 30 czerwca zostać zgłoszony jako płatnik składek. Rząd przewiduje także, na wniosek zrzeszeń pracodawców i przedsiębiorców długoterminową pomoc w postaci np. funduszy na restrukturyzację. Coraz częściej słyszy się także o rekompensatach z powodu prawdopodobnego braku możliwości prowadzenia działalności przez branżę w okresie świąt i ferii.

T.Cz.: Czy pomoc od Państwa jest dla branży turystycznej i hotelarskiej wystarczająca czy można i należałoby podjąć inne działania, jeżeli tak to jakie?

K.Cz-M.: Biorąc pod uwagę bardzo trudną sytuację branży turystycznej, pomoc z pewnością nie jest i raczej nie będzie wystarczająca. Dobrze byłoby jednak, gdyby na ten moment podjęte działania pomogły choćby przetrwać przedsiębiorstwom na rynku. Niestety z pewnością wielu z nich nie uchroni się przed likwidacją działalności, bo straty są olbrzymie. Co można jeszcze zrobić? Przede wszystkim zgodzę się z postulatami samych przedsiębiorców z sektora turystyki, którzy reprezentowani przez prezesa Polskiej Izby Turystyki, podczas spotkania z Jarosławem Gowinem i wiceministrem odpowiedzialnym za turystykę Andrzejem Gutem-Mostowym apelowali, by nie dzielić branży na te podmioty, które uzyskają pomoc i które nie będą nią objęte. Według przedsiębiorców kryterium pomocy powinien być przede wszystkim spadek przychodów. To prawda, że sektor turystyki jest bardzo złożony, ma bezpośrednie i pośrednie powiązania z całą masą przedsiębiorców i to, z czym mieliśmy do czynienia – pominięcie w poprzedniej tarczy choćby przewoźników autokarowych czy pilotów lub przewodników – jest tego konsekwencją. W obecnej sytuacji bez wątpienia każda grupa ponosząca konsekwencje lockdownu powinna taką pomoc uzyskać. Oczywiście najlepszym scenariuszem byłoby umożliwienie podmiotom branży turystycznej prowadzenia działalności. Jednak w obecnych realiach, jest to raczej niemożliwe. Rządzący obawiają się, że nawet gdyby zorganizować to tak, że gość hotelowy ogranicza swój kontakt z obsługą hotelową i innymi gośćmi do minimum, uruchomienie działalności wielu przedsiębiorców spowoduje ruch w miejscach, gdzie najczęściej przemieszczają się ludzie, np. w korytarzach hotelowych, windach, na parkingach, itp. To, co rząd może zrobić i faktycznie powinien, a o to także zabiega branża, to ogłoszenie różnych wariantów wytycznych na wypadek różnych scenariuszy, w szczególności podziału kraju na strefy: zieloną, żółtą i czerwoną. Przedsiębiorcy bowiem myślą już o sezonie letnim i chcieliby się do niego przygotować. Branża liczy się z tym, że mimo szczepień także kolejny sezon letni będzie odbywał się w cieniu koronawirusa, zaś najgorsza, jak wcześniej wspominałam, jest niepewność. Jednocześnie, mimo że rząd podczas tych rozmów zapewnia, że na bieżąco kontroluje i modyfikuje sytuację, wsłuchując się w głos branży, nie dokonuje żadnych zapewnień, a wiadomo, że dla przedsiębiorcy, by działać ważne jest poczucie bezpieczeństwa. Uczymy o tym naszych studentów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach podczas pierwszych zajęć z przedmiotów ekonomicznych. Są to także przyszłe kadry dla turystyki w naszym województwie, kształcące się na kierunku Gospodarka Turystyczna. Dla przedsiębiorcy poczucie bezpieczeństwa jest kluczowe, choćby z uwagi na odpowiedzialność za pracowników, których przedsiębiorstwa w tych trudnych czasach starają się utrzymać.

T.Cz.: Jak wypada Śląsk na tle innych województw, jeżeli chodzi o taką pomoc, dobrze sobie radzi?

K.Cz-M.: Branża turystyczna w województwie śląskim robi wszystko, co może, by przetrwać. Niestety, podobnie jak w innych częściach kraju, z różnym skutkiem. Wymowne są dane zgromadzone w efekcie pilotażowego badania PBS, realizowanego na zlecenie Polskiej Organizacji Turystycznej. Miałam okazję się z nimi zapoznać dzięki uprzejmości Pani Dyrektor Śląskiej Organizacji Turystycznej – Agnieszki Sikorskiej, która prezentowała je na konferencji organizowanej przez Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach we wrześniu tego roku. Dane te pokazują spadek odwiedzin bardzo popularnych atrakcji turystycznych naszego województwa np. kopalni takich jak chociażby Kopalnia Guido w Zabrzu czy Sztolnia Czarnego Pstrąga – tu widoczne były spadki aż o ok. 90 do blisko 100% w czerwcu 2020 roku w porównaniu do czerwca 2019 r. Z uwagi na brak lockdownu wiele osób wybierało wówczas odpoczynek na świeżym powietrzu, ale i tak mimo to, te same dane pokazywały, że w wielu bardzo popularnych turystycznie obiektach takich jak np. Kolej na Szyndzielnię czy Zamek Ogrodzieniec także zanotowano spadek ruchu turystycznego o ok. 40-50% w porównaniu do czerwca 2019 roku. Przypomnę, że mówimy o czasie, gdy ruch turystyczny – w celach wypoczynkowych – z punktu widzenia prawa był możliwy, a ludzie spragnieni byli wyjazdów po lockdownie obowiązującym od marca 2020 roku. Jeśli chodzi zaś o to jak radzi sobie branża w naszym województwie, to z pewnością należy docenić pomoc w ramach „Śląskiego pakietu dla turystyki” zainicjowaną przez Marszałka Województwa Śląskiego. Program o wartości 3,5 mln złotych na rok 2020 i z tego, co wiem, na rok 2021 planowany w wysokości aż 20 mln zł, zakłada pomoc w postaci kampanii społecznych, wsparcia wydarzeń turystycznych, turystyki zorganizowanej, marek i produktów turystycznych oraz infrastruktury turystycznej. Jest to pięć tzw. kluczowych filarów pomocy. Jej celem jest pomoc w przetrwaniu przedsiębiorstw oraz utrzymaniu lub odzyskaniu klientów poprzez oddziaływanie na popyt turystyczny, np. promując atrakcje turystyczne. W akcję tę zaangażowano np. Śląską Organizację Turystyczną, która działając bardzo prężnie i mając kontakt z wieloma przedsiębiorcami turystycznymi (często członkami tej organizacji) ma przykładowo za zadanie gromadzić oferty obiektów gastronomicznych ze Szlaku Kulinarnego Śląskie Smaki, a także producentów śląskich tradycyjnych produktów, którzy mogą i chcą oferować sprzedaż swoich produktów na wynos. Cały szereg działań zaplanowanych jest także na okres pocovidowy, tj. gdy obostrzenia zostaną złagodzone i możliwe stanie się znowu podróżowanie i korzystanie z obiektów noclegowych w celach wypoczynkowych. Na ten czas przedstawiciele województwa śląskiego wraz z parterami zaplanowali szeroko zakrojoną promocję szlaków turystycznych i produktów z terenu naszego województwa. Należy bowiem pamiętać, że województwo śląskie to choćby Beskidy, Śląsk Cieszyński, Jura Krakowsko-Częstochowska, itp. Są to tereny stricte turystyczne, na których znajdują się gminy takie jak np. Szczyrk czy Wisła, mające jedną z najbardziej rozwiniętych w kraju funkcji turystycznych. Zaś na terenie tych gmin funkcjonuje bardzo dużo przedsiębiorców zajmujących się turystyką bezpośrednio, ale też pośrednio (handel, gastronomia, transport, itp.). Oni wszyscy w tym momencie nie zarabiają lub zarabiają w bardzo ograniczonym zakresie. Niedawno zresztą przedstawiciele gmin górskich, na konferencji zorganizowanej w naszym województwie, a konkretnie właśnie w Szczyrku, apelowali do rządu o umożliwienie działalności w sezonie zimowym w pełnym reżimie sanitarnym. Jak sami podkreślali podczas tego spotkania, aż 73% ich przychodów generowanych jest właśnie w sezonie zimowym. Prognozują spadek swoich przychodów w sezonie 2020/2021 aż o blisko 80%. To jest sytuacja naprawdę dramatyczna, bo tu znowu mamy efekt domina, o którym wspominałam. Wraz z przedsiębiorcami bezpośrednio związanymi z turystyką, a następnie pośrednio z nimi związanymi (w tym oczywiście mówimy też o mieszkańcach, którzy albo są właścicielami tych przedsiębiorstw, albo są w nich zatrudnieni) na pandemii cierpią także budżety samorządowe, gdyż przedsiębiorcy nie są w stanie płacić podatków. Do tego dodajmy jeszcze problemy społeczne – narastającą frustrację w rodzinach, spowodowaną obecną sytuacją. To rodzi koszty nie tylko ekonomiczne, ale i wysokie koszty społeczne, które pewnie przyjdzie nam spłacać latami.

T.Cz.: A jak wypada nasze województwo, jeżeli chodzi o infrastrukturę hotelową oraz czy według Pani w tak dużym mieście jak Rybnik kilka hoteli to wystarczająca ilość?

K.Cz-M.: Odnosząc się do pierwszej części Pańskiego pytania, nasze województwo, jeśli chodzi o liczbę obiektów noclegowych, a także o infrastrukturę umożliwiającą rozwój turystyki, na tle kraju, nie wygląda źle, choć na pewno nie jesteśmy w krajowej czołówce. Połowa bazy noclegowej Polski koncentruje się na terenie kilku województw, tj.: pomorskiego, zachodniopomorskiego, a także w województwie małopolskim i dolnośląskim. Sama liczba obiektów nie jest jednak najważniejsza. Ważny jest stopień ich wykorzystania oraz właściwe dopasowanie do odpowiednich segmentów rynku. Przykładowo, nie każdy turysta będzie chciał nocować hotelu, a jeśli wybierze hotel, ważne, by reprezentował on standard, którego oczekuje. Tylko wtedy będzie zadowolony i najpewniej wróci do regionu w celach turystycznych. W województwie śląskim mamy naprawdę wiele do zaoferowania. Mamy przecież wiele gmin z tradycjami turystycznymi, jak choćby wspomniany już Szczyrk, Wisła, ale także nastawiony na kuracjuszy – Ustroń. Z drugiej strony mamy wyjątkowe szlaki turystyczne jak choćby Szlak Zabytków Techniki, z obiektami wpisanymi na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a w planach kolejne szlaki, np. kajakowe. Jednocześnie w miastach takich jak Katowice rozwija się turystyka biznesowa. Mamy tu choćby Międzynarodowe Centrum Kongresowe stanowiące największą zadaszoną powierzchnię konferencyjną w Polsce. Wszystko to sprawia, że wraz z napływem turystów powstają nowe obiekty noclegowe, a te istniejące rozbudowują się czy modernizują. Wystarczy popatrzeć na ogromne przeobrażenia samych Katowic w ostatnich latach. Jeśli zaś chodzi o drugą część pytania dotyczącą Rybnika – to, czy baza jest wystarczająca zależy od wielu czynników, w szczególności od tego na jakiego turystę miasto się nastawia. Kluczem jest zatem właściwa segmentacja rynku i wybór segmentu turystów najbardziej atrakcyjnych z punktu widzenia polityki turystycznej miasta. W ślad za takimi działaniami pójdzie branża turystyczna, która jeśli będzie widziała w tym szansę rozwoju, zainwestuje w kolejne obiekty noclegowe, w tym hotele. Teraz jednak, z uwagi na wspomnianą już niepewność, czas nie sprzyja inwestycjom, także tym turystycznym. Życzyłabym nam wszystkim, w tym całej branży turystycznej w naszym województwie, by ten czas skończył się jak najszybciej i byśmy mogli myśleć już nie o przetrwaniu, ale o rozwoju.

Tomasz Czarnecki: Dziękuję za rozmowę.

***
Nasz ekspert:
dr hab. Katarzyna Czernek-Marszałek 
profesor UE Katowice
Kierownik Katedry Teorii Zarządzania
kurator Kierunku Gospodarka Turystyczna
Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach