Przewidujemy, że przytłaczająca większość szkół będzie mogła od września funkcjonować normalnie, a kształcenie na odległość będzie się odbywać nie dłużej niż 2-3 tygodnie - mówił we wtorek w Sejmie szef MEN Dariusz Piontkowski. Opozycja pytała o przygotowania do rozpoczęcia roku szkolnego. "Ministerstwo otwiera szkoły tak, jakby się nic nie stało. To pokazuje ogromną beztroskę ministra" - stwierdziła Krystyna Szumilas.

Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży minister edukacji na wniosek posłów opozycji przedstawił informację na temat przygotowania szkół do nowego roku szkolnego 2020/2021, w szczególności związanego z epidemią. 

Przedstawicielka wnioskodawców Krystyna Szumilas (KO) podkreśliła, że opozycja chciała, by debata na ten temat odbyła się na posiedzeniu plenarnym Sejmu, ale spotkało się to z odmową marszałek Sejmu. Zwróciła uwagę, że wytyczne GIS i MEN oraz przepisy przygotowane przez resort mówią przede wszystkim o tym, jak postępować w przypadku wystąpienia zakażenia w szkole, a nie o tym, jak zorganizować pracę szkoły tak, by zapobiec zachorowaniom. "Wszystko to minister zrzucił na barki dyrektorów szkół i nauczycieli. Wiem, że każda szkoła jest różna, ale to nie zwalnia MEN od przygotowania rozwiązań, przedyskutowania ich z dyrektorami i nauczycielami, pokazania przykładowych rozwiązań" - powiedziała.

Zwróciła też uwagę na problem zaległości, które ma część uczniów po kilku miesiącach zdalnej nauki i konieczność odchudzenia podstawy programowej i zmiany ramowych planów nauczania. "Ministerstwo otwiera szkoły tak, jakby się nic nie stało. To pokazuje ogromną beztroskę ministra" - stwierdziła.

Piontkowski przypomniał, że gdy wybuchła epidemia były dwa wyjścia - albo przejść na edukację zdalną albo pozostawić uczniów bez edukacji. Wskazał, że resort przygotował odpowiednie przepisy do wdrożenia nauki zdalnej i poradniki dla szkół, rozwijał platformę edukacyjną epodręczniki.pl, razem z ministerstwem cyfryzacji przekazał też środki na zakup sprzętu komputerowego.

Szef MEN zauważył także, że obecnie funkcjonuje "praktycznie normalne życie", chodzimy do sklepów, jeździmy na wakacje, korzystamy z rozrywek, nie ma więc powodów, by nie otwierać szkół. "Podwyższone zachorowania są w kilkunastu powiatach Polski, są to strefy tzw. żółte i czerwone, gdzie ministerstwo zdrowia wprowadza dodatkowe ograniczenia. My także przewidujemy, że na takich obszarach mogą być wprowadzone dodatkowe ograniczenia w sposobie funkcjonowania szkoły" - mówił.

Piontkowski podkreślał też, że wytyczne MEN i GIS nie mogły opowiedzieć krok po kroku, co dyrektor szkoły ma robić w każdej sytuacji, bo placówki są bardzo różne. "Musimy być gotowi na różne sytuacje i dać możliwość elastycznego reagowania. (...) Wymyślenie kilkudziesięciu różnych sytuacji i opisanie ich w przepisach sprawiłoby, że te przepisy byłyby bardzo obszerne, ponadto moglibyśmy nie przewidzieć wielu sytuacji" - argumentował.

Przypomniał też, że w sytuacji większego zagrożenia epidemiologicznego dyrektor szkoły może podjąć decyzję o systemie mieszanym (gdy część uczniów uczy się w domu) lub całkowitym przejściu na kształcenie na odległość - w porozumieniu z organem prowadzącym i sanepidem.

Wskazał, że system mieszany nie musi automatycznie oznaczać nauki zdalnej. "Część zajęć może się odbywać innymi metodami. Można wyobrazić sobie taką sytuację, że jeden tydzień część uczniów może uczyć się stacjonarnie, a część wykonywać polecenia nauczyciela w domu, powtarzać materiał. Albo najmłodsze dzieci uczą się stacjonarnie, a uczniowie starsi na odległość" - wyjaśniał.

"To wszystko są różne metody organizacji pracy szkoły, żeby zmniejszyć liczbę uczniów, którzy jednocześnie przebywają w szkole. Taką metodą jest też np. zakrywanie ust i nosa w przestrzeniach wspólnych, gdyby było większe zagrożenie epidemiologiczne, organizacja pracy szkoły na zmiany. Nie chcieliśmy zapisywać jedynej słusznej metody realizacji systemu mieszanego po to, by dyrektor mógł sam o tym decydować" - mówił. Wymieniał też, że możliwe będą też inne działania, jak ograniczenie liczby dzieci w świetlicy i w szatniach, taka organizacja zajęć, by uczniowie z jednej klasy przebywali w jednej sali lekcyjnej, zakaz wycieczek szkolnych i lekcje WF na świeżym powietrzu.

Minister przypomniał też procedury, jak postępować w przypadku wystąpienia zakażenia w szkole, podkreślając, że nie różnią się one od tych, które funkcjonują w innych dziedzinach życia. "Przewidujemy - tak przynajmniej na dziś się to wydaje - że przytłaczająca większość szkół będzie mogła od września funkcjonować normalnie, z tymi minimalnymi wymogami sanitarno-higienicznymi, a ewentualne przechodzenie na system mieszany lub kształcenie na odległość będzie się odbywać nie dłużej niż 2-3 tygodnie, czyli tyle, ile trwa kwarantanna. Po tym okresie, gdy się okaże, że uczniowie, nauczyciele są zdrowi, będą spokojnie wracać do szkół" - oświadczył szef MEN.

W dyskusji posłowie opozycji zgłosili szereg pytań i wątpliwości. Katarzyna Lubnauer (KO) stwierdziła, że system mieszany powinien być tym podstawowym, zwłaszcza w tych szkołach gdzie licea są szczególnie zatłoczone, m.in. z powodu tzw. podwójnego rocznika. Pytała też, jakie wprowadzono rozwiązania chroniące przed zakażeniem nauczycieli 60 plus i dlaczego nie wprowadzono obowiązkowych maseczek dla uczniów na przerwach. Z kolei Rafał Grupiński (KO) zaapelował do ministra, by ze względu na drugą falę epidemii wrzesień i październik były miesiącami nauczania zdalnego. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (Lewica) dopytała o testy przesiewowe dla nauczycieli i o to, czy MEN będzie monitorować skutki zróżnicowanych modeli nauczania, które - jej zdaniem - mogą wpłynąć na pogłębianie się nierówności edukacyjnych, a Barbara Nowacka (KO) - o zajęcia wyrównawcze i uczniów szkół specjalnych, którzy mają często choroby współistniejące.

Odnosząc się do pytań posłów, Piontkowski stwierdził, że nauczyciele nowy rok szkolny powinni zacząć od powtórzenia i utrwalania materiału, który nie został dostatecznie opanowany. "Przypomnę, że nowe podstawy programowe są dopiero wprowadzane. One zakładają, że ok. 20 proc. czasu ma być przeznaczone na powtarzanie i utrwalanie wiadomości" - wskazał.Poinformował też, że zwrócił się do premiera i ministra finansów, aby zwiększyć subwencję oświatową na sfinansowanie zajęć wyrównawczych. "To samo mogą robić samorządy" - zauważył.

Odpowiadając na pytanie o szkoły specjalne, wyjaśnił, że w większości tego typu placówek można uczyć stacjonarnie, bo zajęcia są tam prowadzone w niewielkich grupach, przez co zagrożenie epidemiologiczne jest mniejsze. "Jeśli chodzi o przypadki uczniów z dodatkowymi chorobami, mogą oni uzyskać opinie lekarza, na podstawie której nadal mogą korzystać z kształcenia zdalnego" - stwierdził.

Szef MEN podkreślił, że dyrektorzy i nauczyciele nie są pozostawieni sami sobie, a przepisy wyraźnie mówią, do kogo może zwrócić się dyrektor placówki i na jaką pomoc może liczyć. Jednocześnie zauważył, że minister edukacji nie może decydować, która szkoła zostanie zamknięta. "Nie da się decydować o wszystkim z poziomu centralnego" - stwierdził. Mówiąc o nauczycielach 60 plus powołał się na opinie sanepidu, że sam wiek nie oznacza większego zagrożenia ciężkim przebiegiem choroby, takie zagrożenie rodzą natomiast choroby przewlekłe. Zaznaczył, że lekarz może wydać opinię, na podstawie której taki nauczyciel może prowadzić nauczanie na odległość.

Piontkowski przekazał też, że zintegrowana platforma edukacyjna epodreczniki.pl jest cały czas rozwijana. "Jesteśmy w trakcie przenoszenia środków unijnych z innych celów na m.in. szkolenia dla nauczycieli i tworzenie nowych materiałów w wersji elektronicznych" - przekazał szef MEN.(PAP)

Autor: Karolina Mózgowiec

kmz/ mhr/